SMARDZOWANIE NA SŁOWACJI

„Grupa wykluczonych” ze smardzowania klubowego, postanowiła spędzić majowy weekend w Brezowicy. Żeńska część smardzowników pod kierownictwem Trapeza, wyruszyła na Słowację w sobotę rano. Pogoda nie skłaniała do wyjazdu, jednak po przekroczeniu granicy w Korbielowie, Słowacja przywitała nas pogodnym niebem, a zza chmur coraz częściej wychodziło słońce, dlatego postanowiliśmy odwiedzić po drodze smardzowe miejsca Maryjki i Wafka.
Ilość znalezionych smardzów nie napawała nas optymizmem, niezrażeni ich znikomą ilością, odwiedzaliśmy kolejne dolinki, zbliżając się sukcesywnie do celu naszej podróży.

Późnym popołudniem, zmęczeni, ale zadowoleni ze zbiorów, dotarliśmy wreszcie do naszego domku, tam czekali na nas: Wito z Anią i Michałkiem. Gdy my zmęczeni odpoczywaliśmy przy dźwiękach potoku, Trapez nawiązał rozmowę z grupą Polaków idących do brezowickiej dolinki na smardze, przewodnikiem owej grupy, okazał się Zibi (jaki świat jest mały), który puścił swoją grupę w dolinkę, a sam zrezygnował ze smardzów i pozostał z nami, wspominając stare dzieje, tymczasem nadjechał ostatni uczestnik naszego smardzowania – Józek. Już w pełnym składzie, mimo zapadającego zmroku, postanowiliśmy ruszyć w dolinkę i sprawdzić ile smardzów przeoczyła grupa Zibiego, muszę dodać, że każdy z nas znalazł jeszcze po kilka sztuk. Wszystkie znalezione w tym dniu smardze przeznaczyliśmy na niedzielną jajecznicę.

Natomiast niedzielne smardzowanie okazało się ekstremalne, zwłaszcza dla tych, którzy nie byli zaopatrzeni w gumowce i nieprzemakalne kurtki, jednak ilość znalezionych smardzów zrekompensowała nam kaprysy pogody. Najwięcej radości ze smardzowania miała Jasia, która była nowicjuszką jakiegokolwiek grzybobrania, dlatego każdy znaleziony grzyb, podnosił jej poziom adrenaliny i wywoływał okrzyki radości. Bezkonkurencyjny w ilości znalezionych smardzów w tym dniu był Trapez.

Poniedziałkowe grzybobranie odbyliśmy pod przewodnictwem Rudka, my zbieraliśmy smardze on szukał wynalazków. Z racji obowiązków ja z Józkiem i Jasią nie mogliśmy przejść całej dolinki, niestety wcześniej opuściliśmy towarzystwo, czego bardzo żałuję, bo chętenie poznałabym więcej nowych grzybkowych wynalazków.

Cóż można dodać SMARDZOWANIE 2010 zakończone i przeszło już do historii. Było miło, sympatycznie i rodzinnie, smardzów mamy pod dostatkiem, wypoczęliśmy wspaniale. Jasia i my z Józkiem zaklepujemy miejsca na przyszły rok w tym samym miejscu i dziękujemy wszystkim uczestnikom za cudowne towarzystwo.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *