Wigilijka grzybowa 2008

Znów ten sam dylemat – jak napisać relację ze spotkania przy stole? Przecież w pewnym sensie zawsze jest tak samo: schodzimy się, czekamy na wszystkich, witamy się, składamy sobie życzenia łamiąc się opłatkiem, siadamy do stołu i jemy wszystkie potrawy po kolei, rozmawiamy, żartujemy, żegnamy się i wracamy do domów. Zawsze jest bardzo sympatycznie i wesoło. A jednak każde z tych spotkań ma zupełnie inny charakter. To prawdziwy fenomen.

Po raz drugi spotkaliśmy się Pod Wielką Solą. Karczma przypadła nam do gustu już w zeszłym roku. Jedzenie znakomite, obsługa miła i bardzo sprawna, ceny przystępne (nawet bardzo). Wnętrze bardzo przytulne i zadbane w każdym szczególe (ktoś na forum zwrócił już uwagę na kapitalne ozdoby). Czujemy się tam zawsze swobodnie i pewno dlatego lubimy tam wracać.

Było nas prawie trzydzieścioro. Życzenia trwały chwilę, bo przełamanie się opłatkiem i zamienienie choćby dwóch zdań z każdym musi trwać. Poza życzeniami zdrowia, pomyślności, pełnych koszyków i kart, życzyliśmy sobie więcej czasu na spotkania. Były też życzenia bardziej osobiste, jak to wśród przyjaciół. Niektórzy byli pierwszy raz na Wigilijce, inni kolejny. Kilka osób pokazało się pierwszy raz w realu, reszta już się przy różnych okazjach spotykała. Agorszczyk od razu rozdała wszystkim obecnym drobne upominki od Zatorskiego Klubiku. Nie wiedzieć czemu, wszyscy sobie je przywieszali do uszu lub ubrania. To był jeden z bardzo miłych elementów wieczoru. Ważnym punktem programu była koronacja Eli na królową borowików. Z rąk Ewy47 otrzymała i insygnia królewskie przy aplauzie zgromadzonych. Oczywiście wszystko zostało uwiecznione przez licznych fotoreporterów. Był czas na spokojne rozmowy, żarty, śpiewanie kolęd, wspominanie zabawnych wydarzeń, opowieści i snucie marzeń. Pamiętaliśmy o tych, którzy z racji odległości lub zdarzeń losowych nie mogli przyjechać. Prezesowi aż zagrzał się telefon. Tradycyjnie Klubowicze przynieśli różne specyfiki do degustacji, co spowodowało komentarze, zachwyty i wymianę przepisów. Jak każde spotkanie i to musiało się kiedyś skończyć. Wszyscy chętnie posiedzielibyśmy dłużej, jednak spora grupa musiała wracać. Ci, którzy mieli w miarę blisko i nie spieszyli się zbytnio zatrzymali się jeszcze na chwilę u Macieja_370. Tam kontynuowali degustacje i rozmowy na wszelkie tematy. Do domów wrócili w szampańskich nastrojach już dobrze po północy.

To było kolejne bardzo sympatyczne spotkanie, za które serdecznie dziękuję gościom i organizatorom. Cóż jeszcze dodać? Sama nie wiem. Resztę chyba dopowiedzą zdjęcia i komentarze. Zapraszam do galerii.
Baśka

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *