Robocza wizyta w Foluszu

Liczymy dni do Dnia Grzybiarza, więc czas już był najwyższy na roboczą wizję lokalną. Pojechaliśmy więc we czwórkę: El@, Ewa47, Rikardo i ja. Najpierw zrobiliśmy nalot Zygmuntowi – punktem zbornym był jego gościnny dom. Już w piątkę udaliśmy się do Folusza. Z przewodnikiem takim jak Zygmunt, można jechać choćby i na koniec świata. Kto go zna – wie, że o grzybach, śluzowcach, roślinach, zwierzętach, historii, najprzeróżniejszych wynalazkach inżynierii, fotografowaniu i sama nie wiem o czym jeszcze – wie prawie wszystko. Przy tym ma niesamowite „wyczucie sali” – doskonale wyczuwa zainteresowanie i możliwości percepcyjne słuchaczy i rozwija temat zgodnie z zapotrzebowaniem.

Spotkanie z Zygmuntem zawsze jest wydarzeniem, bo nie co dzień spotyka się człowieka tego formatu.

Nie jestem w stanie opisać wszystkiego, myślę, że wiele dopowiedzą zdjęcia. Zygmunt poprowadził nas szlakiem na Diabli Kamień w Magurskim Parku Narodowym. Po drodze w naturalny sposób odbywały się warsztaty nie tylko grzybofotograficzne. Tylu wynalazków na raz dotąd chyba nie widziałam. Grzyby, śluzowce, porosty, rośliny, motyle, owady, jakieś poczwarki, kwiatki, płazy – co tylko znalazło się na naszej drodze zostało znalezione, omówione i ofocone. A wszystko w sympatycznej i rekreacyjnej atmosferze. Wieczorkiem jeszcze przegląd zdjęć, komentarze, dyskusje, żarty – jak to zwykle bywa. W niedzielę dogranie szczegółów organizacyjnych, a potem fotozwiedzanie Biecza opatrzone znakomitym komentarzem naszego przewodnika.

Okolica jest piękna, lasy solidnie podlane ostatnimi deszczami – słowem Dzień Grzybiarza zapowiada się niezwykle interesująco. Od strony technicznej też wszystko jest w najlepszym porządku. Właściciele ośrodka są bardzo sympatyczni, ośrodek jest wyposażony we wszystko czego nam trzeba. Nawet plan B (na wypadek gdyby lało) można tam bez problemu przeprowadzić. Na pewno będziemy się tam czuli swobodnie i komfortowo. W okolicy można sobie własnoręcznie złowić rybkę, jest kilka tras turystycznych o różnym stopniu trudności. Również blisko jest do Biecza – miasto warto zobaczyć, ma specyficzny klimat, jest bardzo malowniczo położone, więc i tam obiektów do fotografowania nie zabraknie.

Cóż jeszcze dodać. Może drobiazg. Właściciel ośrodka znalazł już borowiki usiatkowane. Pochwalił się swoim zbiorem jak tylko usłyszał, że jesteśmy ze Stowarzyszenia Darz Grzyb.

Wrażeń było mnóstwo, opisać to ciężko, myślę, że zdjęcia dopowiedzą to, czego nie napisałam.

Dziękuję Zygmuntowi za fantastyczne przewodnictwo, a wszystkim za miło i efektywnie spędzony czas.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *