Wystawa Grzybów w Ogrodzie Botanicznym UJ w Krakowie

 

W niedzielę 15 sierpnia 2010 roku w Ogrodzie Botanicznym Uniwersytetu Jagielońskiego Stowarzyszenie Darz Grzyb zorganizowało Wystawę Grzybów pod hasłem „Bezpieczne Grzybobranie”. O godzinie 13. 00 wstawę oficjalnie otworzył dyrektor Ogrodu prof. dr hab. Bogdan Zemanek, który stwierdził, że takie wystawy mają dużą rolę edukacyjną i wyraził nadzieję, że bedą organizowane cyklicznie.

 

Wśród samych zwiedzających od pierwszych chwil (jeszcze przed oficjalnym otwarciem) zainteresowanie grzybami było tak ogromne, że mieliśmy trudności  w rozłożeniu i podpisaniu wszystkich eksponatów, bo odwiedzających i pytań było mnóstwo.  Szkoda tylko, że nad Krakowem zagościła burza, a przedłużające się opady deszczu spowodowały, że odwiedzających Ogród  było coraz mniej, my dzięki temu mieliśmy chwilę czasu na przeliczenie przywiezionych gatunków grzybów, a było ich 103 nie licząc tych, które zostały uszkodzone w transporcie.

Konkurs Fotograficzny Borowik 2010

Kto w 2010 roku spotka na swojej „grzbowej drodze” najwięcej  BorowikówBoletus sp. ?

We współzawodnictwie może brać udział każdy kto czuje że  może w 2010 roku spotkać na swojej „grzbowej drodze”największą ilość borowików. Liczą się oczywiście gatunki borowików , a nie ilość edulisów  w „pazerniackim koszu” z ich formam pośrednimi

np. Borowik ceglastopory – Boletus erythropus (Fr.) Krmbh i jego forma żółta( żonkilowa) – Boletus luridiformis var. discolor (Quél.) Krieglst.  Osob chcące brać udział we współzawodnictwie powinny się zarejestrować w galerii i wstawiać do niej kolejne  gatunki borowików z opisem

Dzień Grzybiarza z Pstrągiem w tle.

Gdyby ktoś spytał jak było? Odpowiedziałbym, że cudownie. Jednak możliwość złowienia pstrąga w foluszu jest jeszcze cudowniejsza. Tym bardziej, że zaraz po złowieniu w kilka minut mamy rybkę podaną na talerzu do konsumpcji. Ale do rzeczy. Kolejny raz członkowie stowarzyszenia „Darz Grzyb” spotkali się na wspólnym grzybobraniu w Foluszu. Wszyscy zameldowali się w piątek. Wieczorem odbyły się nocne rozmowy grzybiarzy i śpiewogranie z Jolką oczywiście. Biesiada trwała do późna w nocy, ale byli i tacy, co przywitali świt. Nazajutrz rano pobudka około godziny ósmej. Śniadanie i wytypowana grupa pięciu uczestników udaje się do lasu na grzybki. Pozostali organizują czas w inny sposób. Część rodzicielsko-dziecięca udaje się na zwiedzanie Folusza i tutejszego Parku Rekreacji i Edukacji Ekologicznej.

 

Nasza mocna grupa dociera wkrótce do upatrzonego lasu i z radością udaje się na poszukiwanie pierwszych borowików. Jednak tych nie ma zbyt wiele. Za to trafia się nam czarcie kółeczko z kurek. Są też muchomory czerwieniejące, twardawe i złociste, oraz mglejarka. Postanawiamy zmienić położenie i udajemy się do innego lasu. Tutaj udaje się nam znaleźć obok borowików szlachetnych, również ceglastopore. Trafiły się też kanie i jeden borowik górski. Spacerowanie po lesie ma to do siebie, że po pewnym czasie człowiek odczuwa głód. Więc zwijamy żagle i wracamy do Folusza na obiadek. Można tutaj zjeść smaczne pierożki i oczywiście, o czym wspomniałem na samym początku, smażoną rybkę. Wieczorem ognisko i gril. Do zjedzenia same frykasy, które możecie zobaczyć w galerii.Ponieważ była cisza wyborcza to i my zachowaliśmy umiarkowaną ciszę i w spokoju i rzeczowych rozmowach spędziliśmy ten sobotni wieczór.Jak to zwykle bywa czas przy takich spotkaniach płynie bardzo szybko. Tak samo i tym razem nadszedł czas pożegnania. Oczywiście jeszcze zbiorowa fotka i powoli rozstawaliśmy się z myślą o przyszłych spotkaniach. Wspomnę tylko, że część osób wybrała się jeszcze na grzyby, ale jakie były efekty tego grzybobrania to już trzeba zapytać ich.Reasumując impreza udana w 100 procentach. Pogoda dopisała. Ekipa dopisała. Grzybki i rybki dopisały. Folusz i miejsce noclegowe również dopisały. Pozostaje tylko życzenie, aby wszystkie imprezy były takie same jak „Dzień Grzybiarza” w Foluszu. Czego życzę Wam drodzy Przyjaciele i sobie.

Z grzybowo-pstrągowym pozdrowieniem.

Wito.

Norweska wiosna z grzybem w tle

Dla praktykującego poszukiwacza grzybów w odmiennych warunkach klimatycznych, wiosenne grzybobranie jest prawdziwym wyzwaniem. Kiedy się przeskoczy kilka równoleżników i znajdzie w nieco odmiennej krainie zaczyna się zabawa na całego. Posmak smardza w ustach każe obserwować teren przez okres  całego roku. Zapamiętuje się potencjalnie prawdopodobne miejsca występowania w oparciu o dotychczasowe doświadczenia. Nic bardziej mylnego, gdyż skandynawski klimat, geologia i rzeźba terenu a także nieco różne od polskich siedliska roślinne nie ułatwiają zbiorów rutyniarzom. Należy, więc odrzucić dotychczasowe stereotypy i uczyć się zbierać grzybowe nowalijki na nowo,  zdając się raczej na przypadek. Końcem kwietnia, nad zamarzniętym jeszcze jeziorem udało się mi się odnaleźć kilka sztuk Szyszkówki świerkowej. W rejonie gminy Noresund w połowie maja natrafiłam na Szyszkówkę tęporozwierkową, która wyrosła na szyszkach sosnowych głęboko zagrzebanych w torfowcu nad samym brzegiem jeziora. Niestety w okolicy nie odnalazłam żadnej sosny, więc prawdopodobnie szyszki zostały naniesione na skały przez wodę lub zrzucone przez ptaki. Również w kwietniu można natrafić na Piestrzenicę olbrzymią.

 

Czarka szkarłatna to najbardziej wdzięczny i łatwy do znalezienia grzyb wiosenny na tych terenach.  Występuje podobnie jak w Polsce w wilgotnych zagajniku łęgowym z licznymi olszynami nad brzegami strumieni, chętnie w towarzystwie zawilców gajowych. Owocniki ukazują się dopiero w pierwszej dekadzie maja. Osiąga tutaj ponadatlasowe rozmiary o średnicy nawet 9 centymetrów. Dostrzec ją można tylko przez okres tygodnia, ponieważ mocne majowe słońce wzmaga gwałtownie wzrost roślinności a zalęgające łęgi liczne zawilce, trawy i paprocie przerastają je w szybkim tempie tworząc je niedostępnymi.     Stanowiska, które odkryłam w okolicy jeziora Sem to prawdziwe zagłębie, gdyż w jednym miejscu znajduje się około 100 owocników czarki. W Norwegii trudno odnaleźć typowe dla Polski zagajniki i lasy łęgowe. Bystre potoki i podłoże geologiczne powodują, że ich brzegi są dosyć strome, skaliste i nie sprzyjają rozwijaniu się roślinności charakterystycznej dla siedliska łęgowego. W okolicach jezior natomiast przeważają torfowiska oraz typowa roślinność jeziorna i bagienna. Kolejną moją skandynawską zdobyczą jest Krążkownica wrębiasta odnaleziona w zagajniku świerkowym nad jeziorem Sognvann. Kilka owocników znajdowało się przy pniach drzew świerkowych w zacienionym zagajniku nad strumieniem. W tym roku kolejnym triumfem było znalezienie kilku stanowisk Piestrzenicy kasztanowatej. Pojawiła się końcem maja w suchym lesie świerkowym na półwyspie Nessotangen. Wielkość owocników imponująca, bo około 10 cm. Niestety nie udało mi się odnaleźć króla grzybów wiosennych czyli smardza. Obecność innych grzybów występujących wiosną wskazuje, iż  jest wielce prawdopodobne, że można go tutaj odnaleźć. Pozostaje uzbroić się w cierpliwość i czekać na efekty w przyszłym roku. Przy okazji poszukiwania grzybów warto rozglądnąć się wokół i przyjrzeć roślinom a szczególnie kwitnącym wiosną kwiatom. W świecie zwierząt też obserwuje się wzmożoną aktywność.  A to, co widziały moje oczy przedstawiam w galerii.

 Maryjka

Grzyby pachnące wiosną

Niewielu grzybiarzy udaje się na wiosenne grzybobrania. Obraz grzybiarza wędrującego z wiklinowym koszem w kwietniowo-majowy dzień budzi gromki śmiech i niedowierzanie. Doświadczyłam tego na własnej skórze i stąd moje porzekadło „ Nie śmiej się z grzybiarza wiosną, bo Ci smardze nie wyrosną ”. Faktem jest, że grzybobranie wiosenne wymaga samozaparcia, wytrwałości i cierpliwości, a przede wszystkim wiedzy. Wiosenny grzybiarz nie zapomina o kaloszach, zapasowej odzieży w razie przypadkowego kontaktu z wodą, którą na pewno napotka na leśnych ścieżkach. Niezbędny jest również ciepły ekwipunek bo o tej porze roku pogoda bywa kapryśna. Sukces obfitych zbiorów nie zawsze gwarantowany natomiast doznania niezmienne są od stuleci. Kwietniowe słońce pomaga topić zlodowaciałe bryły śniegu jakie ukradkiem przycupnęły na północnych skrajach lasu. Niby cisza, a wszystko szemrze o wiośnie. Wartki potok pędzi slalomem wśród kamieni i wtedy właśnie kłaniają mu się pierwsze wiosenne grzyby.

 

Grzyby występujące o tej porze roku różnią się od grzybów jakie możemy napotkać na swojej drodze podczas typowego letnio-jesiennego grzybobrania. Różne są w kształcie oraz budowie. Powiedzieć śmiało można, że są bardziej atrakcyjne. Natura ubiera swoje pory roku corocznie w te same szaty, a jakie kreacje wiosna proponuje na tegoroczny sezon grzybowy o tym ten artykuł.

W wilgotnych łęgach nad brzegami strumieni przygotowują posłanie liczne białe i czerwone lepiężniki tworząc łopuszyny. Nie zabraknie wśród nich pierwszego grzybowego lokatora smardza. Smardz występuje w kilku gatunkach np. Smardz jadalny, Smardz stożkowy. Grzyby te spotkamy również na skrajach dróg, wśród traw, a także na przydrożnych składowiskach drewna. Lubi także zadomowić się w lasach liściastych i mieszanych ale nie pogardzi również zazielenionym gruzowiskiem. Często się zdarza, że grzybnia smardza dostaje się do naszego ogrodu wraz z zakupioną korą, którą wysypujemy na przydomowe skalniaki. W Polsce rzadki, w związku z tym cała rodzina grzybów smardzowatych podlega ścisłej ochronie! Gatunek niezagrożony na Słowacji, a także w Skandynawii, więc tam może zagościć w naszych koszykach. Smardzowanie nie jest łatwe, czasem wygląda komicznie. Zwykle odbywa się na klęcząco ponieważ smardze zlewają się kolorystycznie z podłożem i należy się zbliżyć wzrokiem do danego osobnika. Bardzo często zdarza się, że pomylimy go z młodym kwiatostanem lepiężnika, co podnosi adrenalinę. Podrastające liście lepiężników i łopianów skutecznie kryją smardze i wtedy należy zaopatrzyć się w dłuższy kijek, którym łatwo odgarnia się parasolowate liście. Należy to robić z wyczuciem aby nie uszkodzić liści i pozostawić miejsce zbierania w stanie w jakim go zastaliśmy. Z przykrością stwierdzam, że zdarzało mi się oglądać smardzowiska stratowane jakby przeszło po nim stado bizonów. Taki widok nie przynosi chluby, a należy pamiętać, że to my właśnie jesteśmy gośćmi w takich miejscach i należy zachować odpowiednie maniery.

Smardz jest grzybem jadalnym o wspaniałym smaku i aromacie jednym z najcenniejszych grzybów spożywczych. Do przyrządzania w stanie świeżym nadaje się główka smardza, trzony odrzucamy ponieważ są łykowate. Suszymy natomiast całe owocniki. Nie nadaje się zbytnio na marynaty. Smażony na maśle z odrobiną soli to prawdziwa uczta dla podniebienia. Często przyrządzany w formie potrawy nadziewanej mięsem, szpinakiem lub innymi warzywami. Pamiętać należy o dokładnym wypłukaniu pod bieżącą wodą gdyż w jamkowatych zagłębieniach główki znajduje się dużo zanieczyszczeń mineralnych takich jak piasek i grudki ziemi.

Nieopodal stanowisk smardza lubi się zameldować jego klasyczny sobowtór trująca Piestrzenica kasztanowata.

Natura tak skonstruowała świat grzybów, że podobnie jak wśród ludzi, niektóre z nich mają swoich sobowtórów. W świecie grzybów jest to grzyb jadalny i podobny mu grzyb niejadalny lub trujący. Oba się znakomicie znają ze względu na podobieństwo oraz wspólne siedlisko. Zdarza się, że niedoświadczeni poszukiwacze grzybów pukają do niewłaściwych drzwi, co może zakończyć się w tym przypadku zatruciem, a niekiedy w skrajnych przypadkach ze skutkiem śmiertelnym. Każdy amator wiosennych zbiorów powinien dokładnie zapoznać się z różnicami pomiędzy tymi rodzajami aby uniknąć zatrucia.

Piestrzenica kasztanowata dla laika może przypominać smardza. Cechą różniącą jest kolor kapelusza wyraźnie o odcieniu kasztanowoliliowym, struktura kapelusza mózgowatofałdowana bez wyraźnych jamek jak w przypadku smardza, którego kapelusz ewidentnie kojarzymy z plastrami miodu. Wnętrze piestrzenicy niecałkowicie puste gdzie u owocników smardza wyraźnie puste. Znajdując grzyby zwracamy baczną uwagę na siedlisko występowania, bo to może być dla nas cenną wskazówką w prawidłowym rozpoznaniu. I tu piestrzenica upodobała sobie lasy sosnowo-świerkowe i piaszczyste gleby, a smardz lubi nieco odmienne klimaty.  

W świerkowych i ciepłych zagajnikach gromadnie występuje Szyszkówka świerkowa. Grzyb wyrasta tylko na opadłych szyszkach świerkowych, nawet tych zagrzebanych w kilkucentymetrowej warstwie ziemi i igliwia. Jadalna i smaczna, ale pozyskiwanie owocników ze względu na miniaturowe rozmiary wymaga cierpliwości zakonnika. Cierpliwym należy życzyć smacznego, a gorliwym odpuszczenia grzechów wszelakich.

Spacerując wśród szumu potoków czas na deser dla oka. Czarka szkarłatna jak na grzyb wiosenny jest niezwykle gościnna. Swoją grzybową zastawę niezwykle oryginalną ze względu na barwę i kształt ukazuje długo, bo od lutego do maja. Szkarłatne i pucharowate owocniki często zapełnione kroplami rosy są prawdziwą ozdobą łęgowych zagajników. Czarka zaprasza na przyjęcia głównie w spróchniałych gałęziach i pniach lasów liściastych.  W Polsce chroniona. Ze wzglądu na łykowaty miąższ o wyraźnym lekko piekącym posmaku rzodkwi niejadalna.

Przy czarce szkarłatnej często białym obrusem ściele się kobierzec Zawilców gajowych. Zdarza się, że zawilcach zawita ich grzybowy pasożyt, który wiosną degustuje się jego kłączami. To Twardnica bulwiasta. Niejadalny intruz, z którym możemy się spotkać również tylko wiosną.

Stąpając po wilgotnych i nagrzanych słońcem skrajach lasu świerkowego może zwrócić naszą uwagę Krążkownica wrębiasta, która swoją płaskorzeźbą zlewa się prawie w idealnej tonacji z podłożem. Lubi wyrastać w towarzystwie smardzy na iglastych pniakach tuż przy ziemi, warto, więc stąpać ostrożnie, aby móc nacieszyć nią oko. Jadalna ale ze względu na kruchość oraz słabe walory smakowe nie przedstawia większej wartości spożywczej.

 

Przy takim wachlarzu propozycji podczas wiosennego spaceru warto zaglądać w różne zakamarki lasu i poszperać przy strumieniach. Pozyskane grzybowe trofea zadziwią i zachwycą sąsiadów, znajomych i sprawią ogromną radość i satysfakcję. Wytrwałym być może uda się nazbierać smakowitych smardzy, a także zachwycić oko wiosenną aurą. Grzybobranie o tej porze roku gwarantuje, że znalezione grzyby nie tylko będą pachniały, ale również smakowały wiosną.

I RAJD GRZYBIARZY O PUCHAR PREZESA – ZATOR 2010

Termin rajdu zbiegł się ze szczytem upałów. Jednak na dowód tego, że pasja nie ma granic i pozwala zmierzyć się również z dodatnią wartością słupka rtęci, ekipa członków ST zameldowała się na starcie. Trasa Rajdu wiodła przez Zator – Polankę Hallera – Orawę Słowacką. Przez 4 dni grzybiarze wędrowali przez lasy i ciekawe miejsca krajoznawcze wytyczonej trasy.

 

Dzień pierwsz – Zator

W Zatorze postawiliśmy na głównie na kulinaria. Był to pretekst, aby doczekać momentu, kiedy wskaźnik słupka rtęci zejdzie z 34 stopni do 25. W zatorskiej starej Karczmie przy smacznym obiedzie Prezes Krzysztof Batko wyjaśnił uczestnikom zasady rajdu. Została zaprezentowana trasa oraz omówione kategorie konkursowe. Zaplanowano cztery konkursy w temacie: grzybobranie, kulinaria, sprawność i fotografia. Grzybiarze rozeszli się więc po okolicy poszukując choćby śladu grzybów. Jedni szukali ich wśród zarośli na brzegach rzeki Skawy chłodząc sobie przy okazji rozgrzane stopy. Inny zaś penetrowali dębowy las porastający Ośrodek River Parku , gdzie gościliśmy. Wieczorem przy chóralnym bzyku komarzyc Prezes zaserwował swój kulinarny specjał, czyli: winniczkowe domki nadziewane ślimaczą stopką w pierzynce z masła pietruszkowo-czosnkowego. Przyznam, że próbowaliśmy tego po raz pierwszy i pomimo wielu wątpliwości postawiliśmy sobie za punkt honoru zmierzyć się z tą zakąską. Ku zaskoczeniu stwierdziliśmy, że jest to zjadliwe mało tego wszyscy ustaliliśmy, że nawet bardzo smaczne. Większość czasu zajęły nam jednak rozmowy o taaakich grzybach, które przeciągnęły się niektórym do poranka. Aby wyprzedzić upał część uczestników już o świcie udała się na grzybobranie w okoliczne lasy. Grzybów było jak na lekarstwo, ale pomimo tego udało się zebrać kilka na śniadanie. Wielką radość sprawiło nam znalezienie rzadko występującego i chronionego Szyszkowca łuskowatego. Zebrane grzyby wylądowały w kaszance, którą wyśmienicie przyrządziła męska część grupy. Potem przeszliśmy do części konkursowej gdzie mogliśmy zaprezentować swoją sprawność. Z mniejszym lub większym skutkiem udało się niektórym trafić celnie w tarczę strzelecką.

Dzień drugi – Polanka Hallera

Tego dnia udało nam się połączyć grzyby z nutką historii. Odwiedziliśmy posiadłość rodziny Hallerów znajdującą się w miejscowości o wdzięcznej nazwie Polanka Hallera. Pałac z 1800 r. utrzymany w stylu klasycystycznym wraz z zabudowaniami folwarcznymi był wstępem do tego, co najbardziej chcieliśmy zobaczyć a mianowicie park. Zespół parkowy był imponujący nie tylko pod względem różnorodności gatunków drzew, ale dla i ilości grzybiarskich trofeów. Rozglądając się za grzybami chłodziliśmy się w cieniu 200 letnich pomników przyrody.. Szczególnie zachwyciliśmy się rzadką odmianą purpurową buka o średnicy pnia 366 cm oraz dwoma potężnymi platanami.

Na koniec odbyła się prezentacja koni, a także odbyła się mini pardubicka. Prezes zaprezentował swoje klacze:

Arabkę Etruzę maści siwej oraz kasztanowe półarabki, klacz Ranię i źrebaka Ramonę. Źrebak dawał popisy biegając wśród drzew, konie ze spokojem skubały trawę, a my mogliśmy podziwiać w cieniu starodrzewu ten sielankowy krajobraz.

Dzień trzeci – Orawa słowacka

Pomimo przelotnych opadów grupa grzybowych rajdowców zgłosiła się na kolejnym punkcie startowym w Bielsku-Białej. Wyruszyliśmy do punktu docelowego, czyli schroniska na Słonej wodzie. Tego dnia trasa rajdu biegła tylko leśnymi ścieżkami. Grzybowego szału nie było, więc skupiliśmy się trochę na ciekawych roślinach, wymieniając się ciekawostkami w tej dziedzinie. Kolejny etap zakończyliśmy w schronisku zajadając się zupą czosnkową i słowacką specjalnością, czyli smażonym serem degustując się także słowackim wyśmienitym piwem.

Dzień czwarty – Zator zakończenie rajdu

W ostatnim dniu do grupy uczestników rajdu dołączyła najmłodsza część grzybiarzy trzyletni Filip i miesięczna Marysia. Nie samym grzybem człowiek żyje, więc zadbaliśmy, aby dla każdego znalazło się coś miłego.

Postanowiliśmy się wspólnie zabawić i odwiedziliśmy Zatorski Park Rozrywki Dinozatorland znajdujący się w pobliżu naszego ośrodka. Na trzy godziny teleportowaliśmy się do epoki dinozaurów, podziwiając ich ruchome repliki w naturalnych wielkościach. Co prawda olbrzymie baobaby zastąpiła rodzima wierzba, przyznam jednak, że scenografia była dosyć realistyczna. Pokręciliśmy się również na dino-karuzelach oraz porajdowaliśmy na gokartach. Jak rajd to do końca.

Ostatniego dnia Prezes wyłonił zwycięzców konkursów I Rajdu Grzybiarzy – Zator 2010

W kategorii grzybobranie jednogłośnie wygrała ElaFP. Udowodniła, że żaden grzyb nawet w okresie suszy nie umknie jej uwadze, a także wykazała niezwykłe zdolności w zbieraniu grzybów nocą zrywając się na grzybobranie o 4 rano.

W kategorii kulinaria tytuł przyznano Prezesowi za wyjątkową potrawę winniczkowe nadziewane domki, wyróżnienie otrzymał Józef za wkład pracy w przygotowanie wszystkich potraw, dzielne wspomaganie Prezesa w kuchni, a także za profesjonalne mieszanie kaszanki.

W kategorii sprawność nagroda główna przyznana została Józefowi za celne strzelanie Panu Bogu w okno. Wyróżnienie otrzymała Maryjka za sprawne i terminowe dotarcie na linię startu pokonując przy tym dystans 1600 km, zaliczając lot nad Bałtykiem i przejazd do Wadowic busem bez klimatyzacji

W kategorii fotografia nagroda główna przypadła El@ za wyjątkowe ujęcia grzybów i roślin. Dodatkowo przyznano jej wyróżnienie za organizację spotkania, matczyną dbałość o uczestników oraz perfekcyjne przygotowania zaplecza rajdu. Dodać należy, że El@ zadbała również o nasze zdrowie przygotowując zapas wody pitnej na okoliczność upałów.

Wszyscy uczestnicy I Rajdu otrzymali upominki a osobom nagrodzonym i wyróżnionym Prezes uroczyście wręczył laski, które są jego rękodziełem artystycznym. Laski wykonane zostały w pocie czoła z pierwszej jakości drzewa orzecha laskowego, odmiana małopolska.

Jak widać grzybiarze poradzili sobie z kapryśną pogodą i nawet „ afrykańskie lato ” nie przeszkodziło nam w realizacji naszej pasji. I Rajd Grzybiarzy o Puchar Prezesa Stowarzyszenia Darz Grzyb został zakończony.

Do zobaczenia za rok !

Maryjka

SMARDZOWANIE NA SŁOWACJI

„Grupa wykluczonych” ze smardzowania klubowego, postanowiła spędzić majowy weekend w Brezowicy. Żeńska część smardzowników pod kierownictwem Trapeza, wyruszyła na Słowację w sobotę rano. Pogoda nie skłaniała do wyjazdu, jednak po przekroczeniu granicy w Korbielowie, Słowacja przywitała nas pogodnym niebem, a zza chmur coraz częściej wychodziło słońce, dlatego postanowiliśmy odwiedzić po drodze smardzowe miejsca Maryjki i Wafka.
Ilość znalezionych smardzów nie napawała nas optymizmem, niezrażeni ich znikomą iolścią, odwiedzaliśmy kolejne dolinki, zbliżając się sukcesywnie do celu naszej podróży.

 

Późnym popołudniem, zmęczeni, ale zadowoleni ze zbiorów, dotarliśmy wreszcie do naszego domku, tam czekali na nas: Wito z Anią i Michałkiem. Gdy my zmęczeni odpoczywaliśmy przy dźwiękach potoku, Trapez nawiązał romowę z grupą Polaków idących do brezowickiej dolinki na smardze, przewodnikiem owej grupy, okazał się Zibi (jaki świat jest mały), który puścił swoją grupę w doliknkę, a sam zrezygnował ze smardzów i pozostał z nami, wspominając stare dzieje, tymczasem nadjechał ostatni uczestnik naszego smardzowania – Józek. Już w pełnym składzie, mimo zapadającego zmroku, postanowiliśmy ruszyć w dolinkę i sprawdzić ile smardzów przeoczyła grupa Zibiego, muszę dodać, że każdy z nas znalazł jeszcze po kilka sztuk. Wszystkie znalezione w tym dniu smardze przeznaczyliśmy na niedzielną jajecznicę.
Natomiast niedzielne smardzownie okazało się ekstremalne, zwłaszcza dla tych, którzy nie byli zaopatrzeni w gumowce i nieprzemakalne kurtki, jednak ilość znalezionych smardzów zrekompensowała nam kaprysy pogody. Najwięcej radości ze smardzowania miała Jasia, która była nowicjuszką jakiegokolwiek grzybobrania, dlatego każdy znaleziony grzyb, podnosił jej pozoim adrenaliny i wywoływał okrzyki radości. Bezkonkurencyjny w ilosci znalezionych smardzów w tym dniu był Trapez.
Poniedziałkowe grzybobranie odbyliśmy pod przewodnictwem Rudka, my zbieraliśmy smardze on szukał wynalazków. Z racji obowiązków ja z Józkiem i Jasią nie mogliśmy przejść całej dolinki, niestety wcześniej opuściliśmy towarzystwo, czego bardzo żałuję, bo chętenie poznałabym więcej nowych grzybkowych wynalazków.
Cóż można dodać SMARDZOWANIE 2010 zakończone i przeszło już do historii. Było miło, sympatycznie i rodzinnie, smardzów mamy pod dostatkiem, wypoczęliśmy wspaniale. Jasia i my z Józkiem zaklepujemy miejsca na przyszły rok w tym samym miejscu i dziękujemy wszystkim uczestnikom za cudowne towarzstwo.

Zdobywanie nowych terenów smardzowych

Już od dawna planowaliśmy poszukać nowych terenów smardzowych. Okazja nadażyła się w poniedziałek, bo Józek miał wolny dzień od pracy, dlatego przynudzał od wczesnego rana,że musimy zrealizować plany jeszcze niezrealizowane. Zaopatrzeni w prowiant na cały dzień, wczesnym rankiem ruszyliśmy w nieznane nam tereny smardzowe. Obraliśmy kierunek na Żywiec, po przekroczeniu granicy Słowackiej zwolniliśmy tempo jazdy z obawy na zapłacenie „pokutu”. Wolna jazda, była nam całkiem na rękę, bo jadąc po ceście, wypatrywaliśmy 100% miejsce smardzowych. W samochodzie co chwilę rozbrzmiewał okrzyk -„tu będą!” i gdy była tyko możliwość zatrzymania się, penetrowaliśmy długo upatrzone miejsca. O efekcie poszukiwań mogę powiedzieć starą prawdę: smardze rosną gdzie chcą, jak chcą, i kiedy chcą. W jednym miejscu były wielkie i dorodne, kawałek dalej były stare i wysuszone, a 15 km. dalej zaczynały się dopiero pojawiać,jednak nazbieraliśmy całkiem sporo, a ich przerobienie zajęło mi pół dnia. Niestety zdjęć mamy mało, następnym razem będzie lepiej.

WYSTAWA GRZYBÓW SPYTKOWICE, 29 sierpnia 2009

Wystawa grzybów na dożynkach w Spytkowicach zakończona. W imieniu prezesa dziękuje każdemu, który pomógł przy realizacji tej imprezy – Agorszczykom, Ryśkowi, Ząbkowi, Waldemarowi, Trapezowi. Prezes w tej chwili jest w towarzystwie węgierskiej braci, Agorszczyków i Eli w Niedzicy. Dziękujemy również gminie Spytkowice za umożliwienie zrobienia wystawy grzybów. Ja ze swojej strony dziękuję Ryśkowi za trwanie na posterunku do końca imprezy. Trudno w tym miejscu pominąć członków Zatorskiego Klubiku: Sabinę i Dawida, którzy godnie reprezentowali swój klub. Szczególne podziękowania dla Dawida za zbieranie grzybów na wystawę.